top of page

Zwariowany fit świat - co, kiedy i jak?

  • Zdjęcie autora: A bit of health
    A bit of health
  • 8 lip 2020
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 26 lip 2025

Zapewne nieraz miałeś ochotę rzucić to wszystko w cholerę, ten cały zdrowy styl życia - dietę, treningi, bo ze wszystkich stron trąbią, że tego nie można, tego nie można, to absolutnie zakazane, a to trzeba robić codziennie. Ja wiem, wszystko doskonale wiem i rozumiem, że czasami naprawdę chcemy mieć to wszystko w naszych czterech literach, i iść po paczkę chipsów z colą. Współczuję nam, współczesnym ludziom z całego serca, bo będzie jeszcze tylko gorzej, tak mi się wydaję... W tym poście nie przekaże Ci lekarstwa na udrękę fit świata, nie powiem, jak możesz sobie z nim poradzić. Nie, to na pewno, ale pokaże, że nie jesteś w tym wszystkim sam, że każdy tak ma, miał lub będzie miał, bo siedzę w temacie "zdrowego" odżywiania już od paru ładnych lat i jedyne, co ostatnimi czasy wynoszę, to masa różnych sprzeczności i niedomówień, których nijak nie mogę rozgryść...

Zatem zacznijmy od początku - co to w ogóle znaczy zdrowy styl życia? Co znaczy zdrowa dieta, odpowiedni trening? Co? Jak? I kiedy mamy stwierdzić, że wszystko robimy dobrze, a w końcu - według jakich norm jest to oceniane? I tutaj, ile czytelników, tyle odpowiedzi, bo jedni stwierdzą, że trzeba stosować się do zaleceń WHO - piramidka, trening trzy razy w tygodniu, spacer lub rowerek w weekendzik. Inni, totalne przeciwieństwo, powiedzą, że piramida zdrowego żywienia to totalna ściema, więc w opozycji - monotonna dieta białkowo - tłuszczowa, mało węglowodanów, spacer po lesie zamiast treningu i czerpanie energii ze słońca. Jeszcze inni będą pośrodku i stwierdzą, że piramidka tak, ale trening już nie, bo obciąża organizm. Czwarci i piąci z kolei stwierdzą, że najzdrowszy wegetarianizm. Piąci i szóści, że jednak weganizm, bo nabiał to zło. Siódmi już w ogóle - tylko dieta ketogeniczna i stek z jajami na talerzu.

- No dobra, dobra, to co w końcu robić? Iść po te chipsy?

- Nie, też nie tak, a w zasadzie idź jeśli masz na nie w tym momencie ochotę.

- Nie, bo to niezdrowe, bo przytyję, bo będę gruba/by, bo mam alergie, bo nie powinnam/nem.

- To nie idź.

- Ale kiedy mam na nie ochotę...

No właśnie... no właśnie..... Mam nadzieje, że powoli rozumiesz, o co mi chodzi, ale wracając do pytania - to przykro mi, ale moim zdaniem nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście, jest cała masa specjalistów, badaczy, lekarzy, dietetyków czy trenerów, ale w jaki sposób stwierdzimy, kto ma racje, skoro ich wypowiedzi w dużej mierze się wykluczają?

Badania badaniami, specjaliści, specjalistami, a może by tak zadać sobie pytanie - czego ja potrzebuje? Co jest dla mnie najlepsze? Jaka aktywność sprawia mi radość? Czy naprawdę mam ochotę na te chipsy? Czy jestem głodny/na ? Cofnijmy się trochę w czasie i poszukajmy pierwotnych wzorców. Kiedyś chłop jadł śniadanie bladym świtem i szedł w pole pracować. Kiedy nastało południe, robił przerwę i jadł obiad, tak żeby się najeść (na tyle, na ile było to możliwe), a później znowu szedł pracować. Jedzenie było dla niego paliwem do życia, kierował się swoimi ośrodkami głodu i sytości, a bywały też takie sytuacje, kiedy mógł pozwolić sobie na większą przyjemność z jedzenia (wesela, zaręczyny itp., no dobra jeśli był już trochę bardziej uprzywilejowany) Poszukajmy jeszcze dalej, kiedy jaskiniowiec, był głodny - szedł na polowanie. Upolował, zjadł i szedł spać, żeby energii starczyło mu na jak najdłuższy czas. Pierwotne, proste mechanizmy ludzkiego działania powinny być, moim zdaniem, tutaj wyznacznikiem. Tylko, gdyby to było takie proste...

Teraz mimo, że mamy jedzenia pod dostatkiem, nie musimy polować czy zbierać jedzenia z pola, sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Człowiek już nie skupia się na potrzebach niższego rzędu, takich jak zaspokojenie głodu, teraz do gry wchodzi głowa - nasz przyjaciel i przeciwnik zarazem. Teraz o jedzeniu się myśli, teraz jedzenie się analizuje, wybiera, zastanawia się nad nim. Wcale nie jest prościej niż kiedyś, jest dużo, dużo trudniej, bo nasz umysł potrafi cierpieć, tak jak ciało, a nawet gorzej. Czasem ból psychiczny jest nieporównywalny do tego fizycznego, naprawdę... Możemy próbować, możemy wybierać, selekcjonować, a nawet mistrzowsko wsłuchiwać się w nasz organizm. Czy to pomoże? Czy w ogóle jest to możliwe? Tego nie wiem, może jestem jeszcze zbyt mało doświadczona, a ty wiesz? Sam odpowiedz sobie na to pytanie...




Komentarze


Subskrypcja

530150132

©2020 by A bit of health. Stworzone przy pomocy Wix.com

bottom of page